Dziwna
Przy ustach wykrzywionych od pamięci niepamięć podkreśla sylaby.
Wróć do moich, moich gestów. Niech jaśnieje twarz przy twarzy.
Wystroiła się wewnętrznie, zakładając niemą suknię.
Przyciąga wolną wolę do punktowego stereo, które przeczy myślom wielu.
Na twarzy ściera się głos.
Bez apetytu łaknie drugiego.
Liże kulturę dostatku.
Zabarykadował się hałas pośród cienkich warstw sprzeczności.
Na tapczanie sen gotowy, ale nie śmie mnie odłożyć.
Bez szacunku łzy oddane, a wybór wpisuje się w kontekst
i się rani znów o ściany, tak dotkliwie, że nie czuje.
Sen, co na tapczanie nie przychodzi, nie przychodzi, bo odchodzi i rozrzedza mnie na słowa — dzika mowa.




