Z wątpliwości się narodziła
- 24 lut
- 1 minut(y) czytania
Pierwszy oddech obietnicą, drugi służy godnej stronie.
Nie wystarcza jej już siebie na codzienność.
Rewolucyjnie powstaje.
Dotyka stopami sufitu.
Pieści się ze sobą niecieleśnie, niematerialnie.
Ogłasza, że państwo jest jednostką miary własnej.
Konstrukcja wielorazowa, ale słabość uniwersalna.
Zapisuje się do krzywdy.
Cierpi z wczoraj. Nie do zmiany.
Cierpi dzisiaj, a więc świeże.
Nie niesie się żaden szept, żadna wrogość.
Nic się nie niesie. Jest lekko.
Szept, w oderwaniu od muzyki, jest pomyłką ciała.
Na jedną chwilę nie ma wspomnień.
Siada i opiera się o nicość. Jest jej dobrze pod postacią.
Z podręcznych ocaleń, na rozpiętej od dotyku dłoni, jakaś część zaczyna się goić.



